Ulice tętniące życiem a nie samochodami, to nie roszczenie cyklistów. To zbadana rzeczywistość w wielu miastach Uni Europejskiej. To także co raz więcej ochudzanych ulic (\”http://ibikekrakow.com/2011/06/09/mba-odchudzanie-ulic/\”) w Stanach Zjednoczonych, gdzie na odzyskane dla ludzi ulice używa się terminu livable streets (\”http://en.wikipedia.org/wiki/Livable_Streets\”).

Jego twórcą jest Donald Appleyard, którego znamiennym dziełem były przeprowadzone w San Francisco badania trzech ulic o różnym natężeniu ruchu kołowego: 2, 8 i 16 tysiecy przejeżdżających samochodów dziennie. Jeden z najważniejszych wniosków z badań mówi o tym, że mieszkańcy ulic o małym natężeniu ruchu samochodowego, znają w swojej okolicy więcej osób, niż mieszkańcy ulic o dużym natężeniu ruchu. Odpowiednio: średnio 3 przyjaciół na osobę i tylko 0,9 przyjaciela na osobę. Fakt, że natężenie ruchu na ulicy, na której mieszkasz może mieć wpływ na liczbę znajomych ma ogromne znaczenie i jest dowodem negatywnych skutków społecznych jakie generuje intensywny ruch samochodowy.

Kolejny istotny wniosek z badań niejako odpowiada na pytanie dlaczego w Polsce, w Krakowie tak niewiele osób interesuje się, czy czuje się odpowiedzialnych za przestrzeń publiczną. Jeśli ta opanowana jest przez samochody, ludzie nie postrzegają jej jako swojej. Im spokojniejsza ulica, tym więcej szczegółów z przestrzeni wspólnej jest nie tyllko rozpoznawana i zapamiętywana przez mieszkańców, ale są oni także bardziej skłonni opiekować się tą przestrzenią.

Ja wybieram ulice tętniące życiem i o takie będę się upominał w UMK, ZIKiT, Radzie Miasta i Radach Dzienic. A Ty co wybierasz?