W Polsce na rowerze może jeździć każda osoba pełnoletnia bez jakichkolwiek uprawnień. Ustawodawca zakłada, zresztą słusznie, że rowerzyści, podobnie jak piesi, znają podstawowe przepisy ruchu drogowego i z racji tego, że rower nie jest pojazdem mogącym z łątwością zabić innego uczestnika ruchu, a rowerzysta jest uznawany za niechronionego uczestnika ruch, nie potrzebne są żadne formalności by móc używać roweru do przemieszczania się. Powtórze, tak jest w przypadku osoby pełnoletniej. Dla młodszych wciąż wymagana jest karta rowerowa, której nie będę teraz oceniał, tylko od razu przejdę do zagadnień edukacyjnych.
Są też po prostu sugestie, jak na niektórych krakowskich ulicach warto się zachować dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa. W tym przypadku naprawdę należy zachowować odpowiednio wysoki poziom asertywności, szczególnie, że podobno wciąż zdarzają sie kierowcy, próbujący dyscyplinować rowerzystów klaksonem.
A przecież kierowcy wobec rowerzystów także mają obowiązki.
A to oznacza, że na ulicach Karmelickiej, Długiej i Zwierzynieckiej nawet gdyby rowerzysta ryzykował zahaczenie o krawężnik lub wpadnięcie w szynę jadąc wąskim paskiem jezdni obok torów tramwajowych, to i tak kierowca chcący go wyprzedzić musi zmienić pas ruchu, czyli z naprzeciwka nie może nic jechać.
Na koniec przypomnę co się wydarzyło w minionym tygodniu i na początku obecnego.
Coraz mniejsze kłopoty z parkowaniem rowerów sprawia, że krakowscy rowerzyści nie przestają korzystać z jednośladów nawet w chłodne dni.
Pomagamy im starając się czynić ich drogę jak najkrótszą.
Czyli znów rzecz o kontraruchu.
Ale także o wzjemnej widoczności w miejscach, gdzie do tej pory dawaliśmy o sobie znać dzwonkiem. W sumie dalej można to robić.

