Nie ma nic złego w wizjonerskim myśleniu o przyszłości, tym bardziej, jeśli tę przyszłość chce się kształtować własnymi pieniędzmi, a nie funduszami publicznymi. Nie mam nic przeciwko marzeniom o metrze w Krakowie, ba nawet w każdym większym polskim mieście, pod warunkiem, że budowa tych niewątpliwie wspaniałych konstrukcji inżynierskich nie będzie finansowana z budżetów gmin. Niestety w Polsce o metrze najczęściej śni się za pieniądze podatnika (\”http://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/jak-polskie-miasta-marza-o-metrze-1767.html\”).

Skoro metro to panaceum na uzależnienie od samochodu i do tego rozwiązanie opłacalne (wszyscy ponoć będziemy jeździć po mieście metrem) to do jego budowy powinna się już ustawiać kolejka zniecierpliwionych prywatnych inwestorów, którzy chcieliby zarabiać na wożeniu pasażerów. Tak jak chciało zarabiać i ostatecznie czerpało z tego dochody prywatne przedsiębiorstwo Pensylvania Railroad, które za sprawą swojego odważnego szefa Alexandra Cassatta zbudowało służące do dziś milionom pasażerów tunele prowadzące na Manhattan. Zwieńczeniem tego projektu był jedyny w swoim rodzaju i rozmachu dworzec kolejowy – Pennsylvania Station, zburzony w 1963 roku po 50 latach służby.

Historię dworca opowiada film dokumentalny The Rise and Fall of Penn Station, który jeszcze w ubiegłym tygodniu był dostępny w całości, a teraz widzę, że na zachętę można zobaczyć pierwsze 8 minut. Warto mimo wszystko.