Rower jest dla mnie zarówno środkiem transportu, jak i sposobem rekreacji. W miarę możliwości staram się jeździć przez cały rok, ale niestety z uwagi na charakter pracy (dużo mówię) zmuszony jestem z niego zrezygnować, by nie nabawić się choroby gardła. Po mieście poruszam się zarówno rowerem, jako pieszy, korzystam z komunikacji miejskiej, oraz okazyjnie korzystam z samochodu. Rower umożliwia mi najszybsze przemieszczenie się z punktu A do B, jednakże pewnym ograniczeniem jest brak stojaków, przy których mógłbym go zostawić.

Nie bez znaczenia jest też fakt, iż jakiś czas temu skradziono mi rower. Dojeżdżam do pracy z okolic cmentarza Rakowickiego do Mydlnik. Swoją trasę dopracowałem w ten sposób, że jej większość przebiega ścieżką rowerową. Zwykle dotarcie z domu do pracy zajmuje mi około 30 minut, samochodem w lecie, gdy nie ma korków 15-20 minut, natomiast miejską komunikacją od 45 minut. Przyznam, że nie zawsze czuję się bezpiecznie na jezdni. W miarę możliwości staram się trzymać blisko pobocza, skręty sygnalizuje zawczasu, ubieram się jaskrawo (w sposób widoczny), ale i tak zdarzają się nieprzyjemne/niebezpieczne sytuacje.

W pracy mam na szczęście możliwość przebrania się i umycia, rower pozostaje w piwnicy.