\”http://www.flickr.com/photos/mugley/4565245928/\” Pracuję i mieszkam prawie w samym centrum Krakowa, dlatego jakikolwiek inny środek transportu poza rowerem jest dla mnie niedorzeczny. Kiedy jeszcze nie miałam roweru, po prostu chodziłam na piechotę, zajmowało mi to 25 minut. Spokojna jazda na rowerze zajmuje 15 min i dodatkowo gwarantuję, iż bez bólu załatwię kilka rzeczy po pracy.
Jestem nauczycielką i rzeczywiście czasem spotykam się z niezrozumieniem, zwłaszcza że do pracy nie chodzę ubrana specjalnie sportowo, często jestem w spódnicy, czy marynarce albo na obcasach. Stykam się z różnymi reakcjami od sympatii do złośliwych pytań w stylu \”a w tej kreacji też na rowerze?\”. Na początku ogromnie mnie to złościło, teraz się przyzwyczaiłam. Widzę też, że oprócz uczniów, mam kilku dojeżdżających na rowerach kolegów, ale wciąż za mało biorąc pod uwagę, że naprawdę jest niewiele miejsca na parkowanie w pobliżu. Przyznam że wyzwaniem dla mnie jako rowerzystki-nauczycielki jest codziennie rano kwestia \”w co się ubrać na rower\”. Wiem że to może być bzdura, ale doszłam do perfekcji w kupowaniu szerokich czy luźnych spódnic (wąskie noszę kiedy jest ogromny deszcz i idę piechotą).
Jeżdżę niemal codziennie, ale przyznam bez bicia, że największym problemem jest dla mnie deszcz (kwestia makijażu i tego, ze mojej pracy muszę niestety jakkolwiek wyglądać, nie mam zbytnio czasu ani warunków na przebieranie i doprowadzanie się do porządku). Nie jeżdżę też przy dużych mrozach, głównie dlatego, że wydaje mi się że mój rower jest na to za słaby, ale planuję nad tym popracować. Natomiast jeśli chodzi o kondycję- jest ona fatalna. Myślę, że po dwóch latach jeżdżenia wszędzie rowerem, pewnie się poprawiła i oceniam siebie za surowo, ale piszę to żeby udowodnić że w moim przypadku, rower nie oznacza pojazdu dla ludzi w typie sportowców.
Problemem na trasie są dla mnie głównie: irytujące kompletnie \”zarośnięte\” tkanką miejską \”ścieżki rowerowe\” (np na AGH gdzie parkują samochody), bezinteresowne wybuchy złości kierowców (bezinteresowne- w sensie, kiedy nie popełniam żadnego błędu). Spotkałam się dwukrotnie z wyzwiskami rzucanymi przez eleganckie panie w terenówkach, które akurat nie mogły mnie wyprzedzić – a jechałam prawidłowo. Czasem przeszkadza mi też strach. Nigdy nie przełamie się, żeby jechać alejami, czasem boję się też wjeżdżać na Karmelicką (raczej z powodu obaw przed niechęcią kierowców, którą rozumiem- od razu blokuje się tam cała ulica), a niestety to dla mnie dwie strategiczne drogi. Nigdy też nie mam \”płynności\” w poruszaniu się, kombinuję – tu kawałek chodnikiem, tu przejście. Mam poczucie winy (i staram się jechać wtedy jak najwolniej, używając dziękuje i przepraszam), ale jednocześnie poczucie że w tym mieście nie da się do końca jeździć bez łamania niektórych przepisów.
Czasem kiedy mam naprawdę dużą trasę do pokonania i się spieszę (np jadę na Kliny) często zostawiam rower w strategicznym punkcie, np na rondzie i przesiadam na autobus przypinam rower wszędzie, mam dobre u-zapięcie, dochodzę do wniosku że jego cena powinna być zbliżona do ceny roweru.
Nie mam koszyka, tylko bagażnik i jeżdżę z torbą lub plecakiem, ale czasem nie wystarcza więc planuje sobie sprawić. Z żadnymi zakupami nie mam problemu- wszystko da się elegancko przytroczyć, w ostateczności przewiesić przez kierownicę .
Polecam rower, mnie samą zmienił na lepsze, uważam ze używanie roweru czyni wrażliwszym na problemy miejskiej komunikacji i paradoksalnie- czasem pozwala też zrozumieć samych kierowców.
foto: CC-BY-NC-ND (\”http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/\”) mugley (\”http://www.flickr.com/photos/mugley/4565245928/\”)

