\”http://www.flickr.com/photos/cianginty/4709523198/\” Mieszkam na osiedlu Złocień o trudnościach komunikacyjnych tej części Krakowa powiedziano wiele. Niestety skutecznych rozwiązań wdrożonych w życie ciągle brakuje. Przetestowałem wszystkie dostępne formy transportu. Do pracy dojeżdżam w okolice Nowego Kleparza. Podróż z MPK zajmuje od 1h do 1,5h – wliczając czas dojścia dom – przystanek; przystanek – praca, koszt 90 zł/miesięcznie. Dyskomfortem są przesiadki, 1 lub 2.

Podróż autem zabiera od 30 minut (późnym wieczorem, w nocy lub przed 6 rano) do ekstremalnie 1,5h w porze największych korków, zazwyczaj nie jest to mniej niż 40 minut. Dochodzi też czas szukania miejsca do zaparkowania w miejscu pracy – kilka minut, a w zimie kilka dodatkowych chwil na odmrożenie auta.

Przetestowałem też czasy dojazdu z wykorzystaniem PKP. Jednak szybko zrezygnowałem z ich usług. Bilety są nieadekwatnie drogie, a przystanki kolejowe oddalone o co najmniej 2 km od mojego domu. Rowerem też nie opłaca mi się dojeżdżać do przystanku kolejowego, ponieważ jednorazowy przewóz roweru jest dwukrotnie (sic!) droższy niż bilet dla człowieka. Łącznie miesięczny bilet kolejowy plus bilet na rower to około 125 zł. W związku z porażką zbiorowej komunikacji w mojej części Krakowa i ogromnymi kosztami używania auta (miesięcznie kilkaset zł na samo paliwo, pomijając koszty eksploatacyjne) spróbowałem dojazdów rowerem.

Niby jest to ponad 13 km ale już za pierwszym razem bez większego przygotowania fizycznego udało mi się zmieścić w 1h (łącznie z wyciągnięciem roweru z piwnicy a następnie przypięciem go pod biurem), po 2 miesiącach udało mi się zejść z czasem do 45 – 50 minut. O swój rower trochę się bałem, że go ktoś ukradnie, poza tym rower górski średnio sprawdza się w mieście. Zakupiłem na allegro rower miejski używany za 150zł, dodatkowo poświęciłem mu kilka godzin i około 100 zł na jego remont. Jednak te pieniądze zwróciły się w 1 miesiąc (sic!), tyle mniej więcej zaoszczędziłem na stacjach paliw.

Chwilowo rower musiałem odstawić ze względu na kontuzję, ale jak tylko będzie to możliwe to wracam na swoje dwa kółka. Spróbuje też zrobić jeszcze jedno podejście do PKP. Jadąc rowerem z domu do przystanku PKP, pociągiem do Dworca Głównego i potem znów rowerem do pracy. Drugie podejście do PKP wynika z braku ciągłości ścieżek rowerowych w mieście. Jadąc do pracy korzystam z dróg, chodników, poboczy. Przyznaje szczerze, że czasem jadę wbrew przepisom – np. jadąc chodnikiem lub nie schodząc z roweru na przejściach dla pieszych. Dlatego wolę teraz wydać 125 zł na bilet PKP i mieć spokojne sumienie nie łamiąc przepisów ruchu drogowego.

Zaznaczam, że jestem raczej mało doświadczonym rowerzystą miejskim (ta przygoda trwa dopiero kilka miesięcy) i określiłbym siebie jako osobę przeciętnie sprawną fizycznie. Świadczy to o tym, że rower jako środek komunikacji jest dla każdego, a nie tylko dla \”fanatyków rowerowych\” czy sportowców.

foto:CC-BY-NC-SA (\”http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/\”) Cian Ginty (\”http://www.flickr.com/photos/cianginty/4709523198/\”)