Mieszkając na Ruczaju i dojeżdżając do pracy w centrum (Kraszewskiego) nie wyobrażam sobie innego środka transportu. W lecie nie było aż takich korków, ale za to atmosfera w pojazdach MPK nie była zbyt przyjemna. Zresztą obecnie jak autobusy są pełne uczniów i studentów, a nie tylko zmierzających do pracy, taka jazda jest udręką w porównaniu z rowerem.
Druga sprawa to szybkość poruszania się. Z Ruczaju nie ścigałem się z MPK, ale wyjeżdżając rano z Ruczaju to mogę pomachać wszystkim stojącym w korkach i zostawić ich daleko w tyle. Natomiast mieszkając przy miasteczku AGH i dojeżdżając na Jana Pawła II byłem szybciej niż tramwajem. Odpada czas dojścia na przystanek i oczekiwania na transport (który niekoniecznie będzie punktualnie).
Wybierając rower nie tylko mogę wyjść z domu kiedy mi pasuje, ale jeszcze dojazd może trwać krócej. Na koniec zasięg – pewnie, nie mam super formy i na trasy po kilkadziesiąt kilometrów nie wybiorę się rowerem. Ale Kraków nie jest tak duży, jak się wydaje. Jeśli mam gdzieś dojechać na terenie miasta, biorę mapę, obmyślam trasę i jadę.
Nie przejmuję się czy w pobliżu jest miejsce do parkowania, czy jest jakieś połączenie MPK z mojej okolicy, czy strefa nie jest zamknięta dla ruchu, albo są jakieś remonty. Dla roweru zawsze znajdzie się skrót albo objazd. Choćby pod prąd 😉

