Pracuję w biurze, po drugiej stronie Krakowa. Do pracy mam ok 7,5 km. Pokonanie tego dystansu za pomocą środków komunikacji z racji przesiadek to ok. godzina, rowerem to nie całe pół godziny, zależnie od pogody. Samochodu w mieście nie używam, bo mi szkoda, stoi pod blokiem i czeka na weekendowy wyjazd poza Kraków. Korki, które panują na mojej trasie skutecznie mnie zniechęcają do odpalania auta na co dzień.

Roweru używam od dziecka, a jako środka transportu do pracy od samego początku, już 3 lata. Jedynie w zimie przesiadam się do autobusów, ponieważ szkoda mi mojej szosy na śniegi i sól. Jeżdżę z Mazowieckiej na Przewóz, w przeważającej części ścieżkami rowerowymi, bo tak jest najszybciej i bezstresowo. Oczywiście na kilku odcinkach używam zwykłej jezdni (Mazowiecka, Krowoderska, Filipa, Kopernika, Saska i Przewóz), ale ruch tam jest całkiem znośny i nie przeszkadza. Sprawdzałem już wiele tras zarówno do pracy, jak i z powrotem i mam już swoje typy. Gdy wracam i mam czas to wpadam na Kazimierz, przeważnie różnymi drogami, w ten sposób zwiedzam i uczę się miasta.

Często mam spotkania z architektami na mieście. Systematycznie udowadniam kolegom i przełożonym, że ich świetne auta słabo wypadają przy rowerze – zwykle jestem pierwszy, czy to na miejscu, czy z powrotem w biurze.

Moja żonka cieszy się bardzo z tego, że jeżdżę rowerem. Można tu wymienić takie powody jak czas, ruch i zdrowie. Traktuje rower jako uzupełniający trening do wieczornych biegów i basenów. Przez to z kondycją nie ma najmniejszego problemu. Jedyne przełożenie 53/17 wystarcza na sprawne, szybkie i dynamiczne poruszanie się po mieście, a od kiedy przystosowałem sobie błotniki, komfort jazdy wzrósł znacznie.

W okresie gdy jest pewna i ładna pogoda, jeżdżę w tych samych ciuchach, w których siedzę później w biurze projektowym. Gdy pada lub spodziewam się deszczu, jeżdżę w gorszych ciuchach, a w pracy mam czysty zestaw, w który się przebieram. Kwestia potu – zapomniałem o nim, gdy zmieniłem plecak na torbę przerzucaną przez ramię z małym patentem w postaci smyczki, którą dopinam do paska w spodniach i uniemożliwiam przez to zsuwanie się torby na przód.

Przyzwyczajony do roweru uderza mnie niemoc stania w korku, gdy muszę gdzieś samochodem podjechać. Na rowerze nie ma problemu. Specjalnie obcięta, węższa kierownica pomaga manewrować pomiędzy autami.

A odkąd systematycznie smaruję, czyszczę i dbam o rower oraz od kiedy zaopatrzyłem się w dobre, szosowe opony, nie ma żadnych usterek i dodatkowych nakładów finansowych. Rower zwrócił mi się, bo nie kupuję biletów miesięcznych, a wieczorkiem na Rynek, czy Kazimierz ruszam piechotą.