Jestem pasażerem transportu zbiorowego, a nie rowerzystą, który codziennie dojeżdża na jednośladzie do pracy. Czy większe inwestycje w infrastrukturę rowerową przyniosą dla mnie jakieś korzyści?

W godzinach porannego i popołudniowego szczytu tramwaje i autobusy są wypełnione do granic możliwości pasażerami, którzy czują się jak sardynki w puszce. Ceny biletów zwykle rosną, choć ostatnio pojawiło się światełko w tunelu i dla krakowskiego podatnika może potanieją (\”http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35821,14685795,Bilety_jednorazowe_i_okresowe_podrozeja__Znizka_za.html\”). To oczywiście dobry kierunek, ale nie zmniejszy zatłoczenia w pojazdach komunikacji publicznej.

Brytyjskie badania pokazują, że większość osób, która wybiera rower jako środek transportu, rekrutuje się z pasażerów transportu zbiorowego. Co należy zrobić by mieszkańcy miast masowo przesiadali się na rower i zostawili dla Ciebie wolne miejsce w tramwaju i autobusie? Potrzeba zainwestować stosunkowo niewielkie pieniądze w infrastrukturę, która będzie zaprojektowana w taki sposób, aby jazda na rowerze była bezpieczna, przyjemna i intuicyjna, czyli prowadziła możliwie najkrótszą trasą. Jeśli w tym kierunku zacznie się zmieniać miasto, to udział ruchu rowerowego wzrośnie. W zamian pasażerowie zyskają więcej miejsca w pojazdach komunikacji publicznej.

Dodatkowym czynnikiem poprawiającym transport są np. stojaki rowerowe lokalizowane przy pętlach tramwajowych, stacjach kolejowych, węzłach przesiadkowych. To one zachęcają kolejne osoby do dojeżdżania na przystanki rowerem, a nie samochodem, czy pieszo, by następnie kontynuować podróż na dłuższym dystansie transportem zbiorowym.

Ruch rowerowy jest sprzymierzeńcem komunikacji publicznej, m.in. dlatego, że ją potencjalnie doskonale uzupełnia.