Bez sygnalizacji świetlnej. Bez znaków drogowych. Bez namalowanych linii na jezdni. Bez krawężników. A do tego 26 000 pojazdów na dobę przejeżdżających przez centrum wsi z dużym ruchem pieszym.

Taką organizację ruchu nazywa się \”przestrzenią wspólną\” – shared space (\”http://en.wikipedia.org/wiki/Shared_space\”). Czy to szaleństwo, czy może najbardziej racjonalny sposób, aby stworzyć przyjemne miejsce, w którym kierowcy, rowerzyści i piesi traktują się z szacunkiem?

Odpowiedź na to pytanie daje kolejne studium przypadku (\”http://www.theatlanticcities.com/commute/2013/04/lots-cars-and-trucks-no-traffic-signs-or-lights-chaos-or-calm/5152/\”) shared space, tym razem wprowadzonej na największą jak do tej pory skalę jeśli chodzi o natężenie ruchu samochodowego.

Myślę, że powoli zaczynamy także w Krakowie \”dorastać\” do takich rozwiązań. Na początek moglibyśmy spróbować ucywilizować skrzyżowanie al. Beliny-Prażmowskiego z ulicami Grochowską i Chrobrego. Obecnie jest to przewymiarowane skrzyżowanie, na którym notorycznie parkują samochody, tzw. klienci Poczty Polskiej. Piesi natomiast zmuszani są do obchodzenia tej przestrzeni, tak ustawionymi zebrami, jakby to było duże rondo. Do tego dochodzi pierwszeństwo przejazdu na relacji skrętnej z al.Beliny-Prażmowskiego w lewo w ul. Grochowską i przy większym ruchu robią się zatory. Sporo kierowców, nawet na lokalnych tablicach rejestracyjnych, gubi się w obecnej organizacji ruchu.

A może masz pomysł na inne skrzyżowanie w Krakowie, na którym warto wprowadzić przestrzeń wspólną by jej współdzielenie nabrało sprawiedliwszą i przede wszystkim bezpieczniejszą dla jej użytkowników formę.