W Krakowie rower publiczny (\”http://kmkbike.pl/\”) pojawił się prawie 5 lat temu – w listopadzie 2008 roku. Od samego początku był raczej drogą zabawką niż użytecznym narzędziem do przemieszczania się po mieście. Wszystko przez ograniczoną mocno skalę projektu – tylko 10 stacji i 100 rowerów. Obecnie, po problemach związanych z wycofaniem się operatora (\”http://ibikekrakow.com/2013/04/04/gdzie-sie-podziales-miejski-rowerze/\”), działają tylko 3 stacje prowadzone przez ZIKiT (\”http://zikit.krakow.pl/\”) i są małe szanse na to, by system urósł jeszcze w tym roku do zapowiadanych rozmiarów – 50 stacji.
Dlaczego w innych miastach, także Polskich, wypożyczalnie rowerów publicznych cieszą się dużą popularnością, a u nas nie? Jedną z przyczyn jest wspomniana wielkość systemu. Jeśli nie ma skąd i dokąd jechać, to rowery niszczeją, a w najlepszym razie, zwyczajnie stoją zadokowane w stacjach. Drugą przyczyną jest też brak ciągłości infrastruktury rowerowej, która przez 5 lat rozwoju, wróć, regresu systemu roweru publicznego, powiększyła się nieznacznie i to tylko tam, gdzie stacji wypożyczalni nigdy nie było i być może nigdy nie będzie.
A jak się robi rower publiczny w mieście, które w opinii pewnej grupy krakowian uchodzi za zbyt duże, by rower był prawdziwą alternatywą dla transportu samochodowego? Ot po prostu. Z głową. Najpierw w 5 lat buduje się system infrastruktury rowerowej (\”http://www.nyc.gov/html/dot/downloads/pdf/2013-nyc-bike-map.pdf\”) (pdf), a następnie przedstawia się mieszkańcom rower publiczny (\”http://citibikenyc.com/\”) w liczbie 6 tys. jednośladów w 330 stacjach rozmieszczonych na Manhattanie i Brooklynie.

