\”http://www.flickr.com/photos/kh1234567890/3156799810/\” Mam 65 lat, czyli w zasadzie jestem starszym panem, ale po Krakowie poruszam się wyłącznie rowerem, przez cały rok. Do pracy mam ok. 10 km, z tego większość wzdłuż bulwaru Wisły, Błoń, Rudawy, w sumie bardzo przyjemny spacer. Jednak właściwie wszędzie (no, prawie…) można dojechać unikając dużego ruchu, jeśli nie szkodzi nam mały nadkład drogi. Na mojej 10 km trasie jestem szybszy od tramwaju o 5 – 10 minut, o samochodzie po 9-ej a przed 18-tą szkoda nawet mówić.

Istnieją cztery dość rozpowszechione przesądy które zrażają ludzi do stałego używania roweru jako środka transportu:

• rowerem można jeździć tylko przy dobrej pogodzie. Nieprawda. Trzeba się zaopatrzyć w pelerynę rowerową z fartuchem zakładanym na kierownicę. Jest lekka, zwinięta prawie nie zajmuje miejsca w plecaku czy torbie. Zwykle jest w zjadliwie kanarkowym kolorze, co poprawia bezpieczeństwo w czasie jazdy po mieście w deszczu. Pod taką peleryną na zmoknięcie narażone są tylko buty – te trzeba mieć specjalne na rower i zmieniać w pracy,

• rowerem nie da się jeździć w zimie. Prawda tylko częściowa tzn. jeśli na ścieżkach rowerowych leży głęboki śnieg lub jeśli ulice są śliskie. Wbrew pozorom to najwyżej kilka tygodni w roku. Rzecz ciekawa, z której mało kto zdaje sobie sprawę: rower się stosunkowo mało ślizga na śniegu, mniej niż buty!

• na rowerze się pocimy, więc w pracy trzeba się przebrać. Tak, ale tylko jeśli się nieodpowiednio ubieramy bądź jeździmy ekstremalnie. Jeśli już coś się poci, to plecy pod plecakiem. Można mieć sakwę, ale to mało praktyczne – brudzi się i raczej nie woziłbym w niej laptopa. Lepsze rozwiązanie: plecak ze stelażem, są takie nawet całkiem nieduże. No, chyba że ktoś występuje w garniturze lub kostiumie w paseczki. Wtedy rzeczywiście trzeba się przebrać, zawsze jest coś za coś. Ja zresztą mam dyżurny garnitur w pracy, żaden kłopot.

• rower wymaga obsługi, czyszczenia, oliwienia etc. Nieprawda. Dobry rower z przekładnią w piaście jest praktycznie bezobsługowy, czasem trzeba naoliwić łańcuch, raz na rok daję do przeglądu to wymienią szczotki hamulcowe, wycentrują koła etc etc. Przyznaję, że mój rower wygląda nienadzwyczajnie, ale w końcu on jest do jeżdżenia…

Pewną przykrość stanowi przebicie opony w trasie, to faktycznie oznacza spore spóźnienie i kłopot. W takich przypadkach idę do najbliższego przystanku tramwajowego i jadę do serwisu. To się zdarza. Nie ma kłopotu z rowerem w tramwaju. Trzeba bardzo mocno pompować opony, nawet 3.5 atm, trochę zapobiega przebiciom. Dlatego trzeba mieć dętki z wentylem samochodowym i pompować na stacji benzynowej.

W sumie, poza zaoszczędzonym czasem, pieniędzmi zyskuję dwa razy dziennie trochę ruchu. A jeśli ktoś ma skłonności do \”schadenfreude\” to się podniesie na duchu mijając po drodze korki… Rowerzyści wszystkich krajów i zawodów – łączcie się!

foto: CC-BY-NC-ND (\”http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/\”) kh1234567890 (\”http://www.flickr.com/photos/kh1234567890/3156799810/\”)