\”http://www.flickr.com/photos/lievensoete/1436175169/\” Jazdę na rowerze po Krakowie zaczęłam jeszcze w liceum, gdy dojeżdżałam do szkoły. Obecnie korzystam z roweru codziennie jadąc do pracy, na spotkanie, na zakupy. I jakoś nie wyobrażam sobie inaczej.
Jeżdżę z Bronowic do centrum ok 25 min. Gdy nie mam czasu, przeciskam się ulicą Reymonta po pseudo ścieżce rowerowej. Muszę czasem bardzo wysoko unosić nogi, aby nie pochlapać się wodą przejeżdżając przez kolejne kałuże. Tam też dodatkowych atrakcji dostarczają dziury i poukładane w nieładzie płytki chodnikowe. Nic to – mina kierowców, stojących w korku przy skrzyżowaniu z Alejami jest bezcenna. Cudownie rano przejechać jest za to wzdłuż Błoń wolno, nieśpiesznie – dzień zaczyna się wówczas zupełnie inaczej.
Opanowałam już jazdę w niemal każdych warunkach pogodowych. Nie straszny mi deszcz, bo ubieram nieprzemakalną kurtę. Zimno też nie przeszkadza, gdyż wystarczy ubrać czapkę i rękawiczki. Potrafię jeździć w sukienkach i w butach na obcasie. Nie potrafię jeszcze tylko poruszać się rowerem, gdy drogi pokryte są śniegiem i lodem.
Posiadam samochód. Używam go w mieście sporadycznie i tylko w całkowicie uzasadnionych przypadkach. Chronię tym samym własne zdrowie psychiczne – nie mam bowiem za grosz cierpliwości, aby stać w korkach i tracić tam tyle czasu.
W domu mam 3 rowery ale po mieście jeżdżę takim starym gratem, który kiedyś kupiłam w internecie. Ma piękny różowo – fioletowy kolor! Nie jest wiele wart finansowo, ale dostarcza mi każdego dnia tylu wrażeń, że jego wartość emocjonalna w moich oczach ciągle rośnie.
foto: CC-BY-NC-SA (\”http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/\”) Lieven SOETE (\”http://www.flickr.com/photos/lievensoete/1436175169/\”)

