Rok temu odkryłam, że moją drogę do pracy, która do tej pory zabierała mi 50 minut, mogę w bezpieczny sposób pokonać na rowerze, i to w jedyne 20 min (4,5 km)! Na początku podchodziłam do takiego sposobu przemieszczania się raczej nieufnie. Pojawiały się stereotypowe obawy: a co jak będzie padał deszcz? A co z kondycją? A czy to bezpieczne? A czy zgodne z przepisami?

Po roku jeżdżenia do pracy na rowerze stwierdzam z przekonaniem: rower to same plusy. Praca siedząca wymaga ode mnie dodatkowego ruchu, jazda na rowerze ten zdrowy ruch mi zapewnia. Nie muszę już spieszyć się na tramwaj, teraz to ja decyduje o której wyruszę.

Deszczowe dni nie są wcale tak częste, ale i to nie jest problemem, wystarczy nabyć pelerynkę. Rower jest również niezaprzeczalnie najtańszym środkiem transportu, jedyne co kosztuje to jego doroczne przeglądy. Nie trzeba też wcale super sprzętu, mój rower ma 15 lat i ma się świetnie, nie boję się zostawiać go w miejscach publicznych.

A co do kondycji, to przecież sama decyduję jak szybko jadę, staram się jeździć spokojnie. Kiedy mam coś do załatwienia na mieście, nie muszę kupować biletu tramwajowego, nie muszę też szukać miejsca parkingowego, po prostu wsiadam na rower i jadę. Nie mam również problemu z eleganckim strojem i butami na obcasach.

I właściwie, poza samymi plusami, jest tylko jeden minus jazdy na rowerze: niechęć innych. Niechęć kierowców, który trąbią gdy tylko muszą zwolnić z mojego powodu, niechęć przechodniów, którzy nawet nie zauważają, że idą ścieżką rowerową. Chciałabym żeby to się zmieniło, i chciałabym przyczynić się do tych zmian. Nie wszyscy rowerzyści jeżdżą wbrew przepisom, są też tacy jak ja, świadomi, że w ruchu drogowym nie są sami. Im więcej rowerzystów w Krakowie, tym mniejsze korki i więcej miejsc do parkowania. Mam nadzieję, że akcje takie jak ta zmienią jeszcze bardziej spopularyzują jazdę rowerem, choć jak widać już teraz jest nas dużo.