Od jakiegoś czasu z powodu prawdziwej zimy i powracających opadów śniegu, przynajmniej na wschodnim wybrzeżu USA, w sieci pojawia się mnóstwo zdjęć ilustrujących jak pokrywa śnieżna rozprawia się z przeskalowaną infrastrukturą drogową. Śnieg pokazuje, że samochody wcale nie potrzebują tyle miejsca ile się im przeznacza projektując ulice w miastach. Świeży puch działa jak czysta kartka, na której użytkownicy miasta rysują swoje trasy.

Ślady pieszych na śniegu pozwalają zweryfikować przebieg chodników, a ślady rowerów na nieodśnieżonych drogach dla rowerów uświadamiają, że liczba rowerzystów zimą wcale nie jest zerowa
– świetnie opisuje zjawisko pod nazwą sneckdown (\”http://www.instytutobywatelski.pl/18690/blogi/w-trasie/zima-zaskakuje-drogowcow\”) Michał Dobrzański.

Biały puch nie tylko uwidacznia, gdzie ruch mógłby bez przeszkód (a z korzyścią dla bezpieczeństwa) odbywać się po jezdniach węższych, niż zaprojektowano. Wskazuje on także fragmenty przestrzeni ulicznej, które w ogóle nie są potrzebne dla ruchu samochodów, a mogłyby zostać wykorzystane do stworzenia różnych instalacji zwiększających bezpieczeństwo i komfort innych uczestników ruchu, czyli np. azyli dla pieszych, pasów rowerowych, antyzatok przystankowych itd.

Na miejskich ulicach dla wszystkich jest miejsce. Problemem pozostaje wciąż dystrybucja przestrzeni i odpowiedź na pytanie jak z tym przekazem skutecznie przebić się do głów projektantów i zarządców dróg.