Pierwszy tydzień pażdziernika 2017 roku zupełnie niesłusznie zostanie zapamiętany jako wyjątkowo trudny, ale dla zmotoryzowanych. Wszystko za sprawą lokalnych mediów, które użalały się (i nadal za pewne będą to robić) nad losem kierowców samochodów, którzy to rzekomo z powodu prowadzonych prac remontowych w różnych rejonach Krakowa, utknęli w rzeczywiście dużych korkach. Niemal wszystkim dyskutującym na temat przyczyn tymczasowego paraliżu umyka prawdziwy powód korków, a jest nim nadmierna ilość aut oraz złe nawyki komunikacyjne mniej więcej 1/3 krakowian. Znakomita większość mieszkańców Krakowa nie powoduje zatorów na ulicach, bo porusza się znacznie bardziej efektywnymi środkami transportu, takimi jak rowery oraz tramwaje i autobusy. Niestety z prozaicznego powodu, czyli rozmiaru samochodu, a także tego, że średnio przewozi on w ruchu miejskim zaledwie 1,3 osoby, media kreują obraz jakoby auto było podstawowym i najważniejszym środkiem transportu współczesnego krakowianina.
Nic bardziej mylnego. Powtórzę raz jeszcze, bo to ważne: większość mieszkańców wg Kompleksowych Badań Ruchu z roku 2013 przemieszcza sie po Krakowie:
- komunikacją zbiorową – 36,3%
- pieszo – 28,45 (razem 64,75%)
- samochodem 33,7%
Niestety zmotoryzowani potrafią dać się we znaki pozostałym mieszkańcom m.in. powodując korki, także w godzinach kiedy powinni być już chyba w pracy.
Początek października, wbrew przewijającym się w mediach nagłówkach o problemach komunikacyjnych, to także początek zmian w organizacji ruchu na ponad 100 ulicach jednokierunkowych. Dzięki zmianom ulice te będą otwarte w obu kierunkach dla rowerzystek i rowerzystów, a to oznacza, że rowerem będzie jeszcze bliżej i szybciej. Dlaczego taka modyfikacja jest istotna?

